środa, 11 listopada 2015

Telewizor, czyli bez lukru. Art Żurnal 2015 - wrzesień

Tym razem nie jestem aż tak zaległa. Tylko miesiąc do tyłu. Nie ma wstydu (przynajmniej nie jakiś wielki). Zadaniem na wrzesień było pokazanie swojej pasji, odskoczni w formie calineczek.
Długo się głowiłam - co pokazać? Dużo jest rzeczy, które lubię robić, którymi lubię wypełniać wolny czas. Chciałam zrobić wpis podobny w tonie do CALendarza, nawet przygotowałam sobie garść calineczek i... nie wiedziałam, co z tym dalej począć. No nie składały się w całość (lub jak kto woli CALość). Wszystko ładnie, pięknie, tylko prawdy w tym brak! Sam lukier: oto ja spędzająca wieczory na cięciu gazet i szydełkowaniu, rozmawiająca długie godziny z przyjaciółmi, wypróbowująca coraz to nowe przepisy, zwiedzająca muzea i wędrująca po górskich, nizinnych i nadmorskich szlakach. Tak tak, w marzeniach.
Wiecie, co jest moją odskocznią po długim dniu ganiania za dwójką maluchów? Na co mam jeszcze siłę i ochotę? Na to, by odpalić telepudło bądź komputer i obejrzeć ulubiony serial. Najlepiej polski kryminalny (dużo dobrego ostatnio było: i Krew z Krwi, i Prokurator, i nawet Skazane dają radę) albo historyczny (Czas Honoru i Downton Abbey - nie polski, ale chyba najulubieńszy ze wszystkich). A zresztą co mi tam, zrobię comming out. M jak Miłość po takim dniu też nie pogardzę.

W telewizorku Bond, bo akurat byłam w kinie:)
Tak, jem przed telewizorem i to lubię.
Pokażę też te nieco wyidealizowane calineczki - wreszcie włożyłam coś do koperty, koperty są przecież bazą mojego artżurnalika.

7 komentarzy:

  1. UWIELBIAM Twoje calineczki. KOCHAM. Czy ja mogę taką prośbę mieć, że może jakąs wymiankę taką tyci-tyci, zrobiłabyś dla mnie kilka calineczek, żebym mogła sobie ich użyć w swoim CALendarzu? Z jakimiś takimi codziennymi rzeczami, co na pewno się w moim życiu pojawią, jak gary, odkurzacz/miotła, książki, kino, czy co Ci tam do głowy przyjdzie? Bym tak bardzo chciała pomacać i mieć... Nie wiem co mogę w zamian, ale pewnie coś mogę, co?
    Oraz cała idea Twojej pracy też mi się bardzo, bo ja w sumie podobnie, pasja to pasja, ale heloł, życie! Nawet to odkurzanie czy pranie, to ja lubię, bo jest częścią życia... No a Bond i popcorn to wiadomo :D (Swoją drogą, przegięli z tym zestrzeleniem helikoptera, nie sądzisz? :) )

    OdpowiedzUsuń
  2. No przesadzili, ale wolno im, w końcu to Bond!:D Jednocześnie masz świadomość, że przesadzają i wgniata cię w fotel;)
    Bardzo dziękuję za Twoje słowa!:*
    Podziwiam Cię za powrót do CALendarza, też mi to chodzi po głowie, ale jakoś nie mogę się podjąć wyzwania. Może od stycznia?
    Oczekuj na mail ode mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i oczywiście masz rację - te życiowe czynności też są do polubienia:) Do wszystkiego można przemycić trochę serca, pasji, twórczości. Ale są takie dni... kiedy proza jednak dogania;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A to się wynurzyłaś...;-)
    Bez kompleksów, przypuszczam, ze ten typ rozrywki dla wielu zapracowanych obywateli jest najbardziej dostępny. Ale byłaś w kinie, to już coś!
    Stylowa ilustracja do powyższego bardzo udana:-) Calineczki urocze!
    Z tęsknotą wspominam Twoje CALendarze...
    marysia

    OdpowiedzUsuń
  5. przepiękne tło! no i gratuluję komink-ałtu. każdy z nas ma jakieś wstydliwe tajemnice... :D

    OdpowiedzUsuń
  6. wspaniała strona, zawsze wypatruję Twoich prac z ciekawością!
    ...nowego Bonda nie widziałam, ale moje dzieci po powrocie z kina donoszą, że "wymiata":) ...zresztą każdy relaksujący seans filmowy godzien jest calineczki:)
    ...a do CALendarza też chętnie bym wróciła, zwłaszcza w tak wyśmienitym towarzystwie!

    OdpowiedzUsuń
  7. bezcenna (i rzadka w blogowym świecie) szczerość, brak lukru i pozy. tego nam trzeba.
    pssst.... lubimy te same seriale. :)

    OdpowiedzUsuń