wtorek, 25 lutego 2014

Nie spinaj się

Można powiedzieć, że to takie postanowienie.
Może niekoniecznie noworoczne - raczej ogólnożyciowe.
W rozumieniu - nie przejmuj się tym, co nie jest istotne, nie dąż do perfekcji za wszelką cenę, ciesz się tym, co robisz.
I można to odnieść zarówno do życia zawodowego, jak i na przykład artystycznego (nie, żebym uważała się za artystkę, ale jak inaczej określić to tworzenie?).
Postawę niespiania się naprawdę można sobie wypracować, i wbrew pozorom nie jest to takie trudne.
Zastanawiałam się ostatnio, ilu prac nie zrobiłam w obawie, że ktoś uzna je za zbyt proste? Bo ja lubię proste środki wyrazu, lubię koncepty, a kiedy jest dobry pomysł - wolę oszczędność w formie. Myślałam też o tym, ile razy niezadowolenie z efektu zepsuło mi radość z pracy, ile razy myślałam, że coś jest za słabe, żeby to pokazać.
Ale postanowiłam się przełamać - każde ćwiczenie, nawet mniej udane, zbliża nas przecież do celu.
Ostatnio niespecjalnie zadowolona byłam z kolaży z poprzedniego posta, a jednak komuś się spodobały:D
Obrazek to kolejny rezultat inspiracji sprzętem biurowym, o której pisałam tutaj. Własnie patrząc na prosty spinacz w biurze pomyślałam, że nie warto się spinać:D
(W sekrecie Wam wyznam, że jestem średnio zadowolona z obrysu chmurek, ale w końcu się nie spinam, nie?).

środa, 19 lutego 2014

Akwarium pokojowe i techniki krojenia

Apetyt na to miałam już od dawna, ale dopiero teraz po raz pierwszy przyłączyam się do wspólnego kolażowania w Colage Caffe. W lutym na tapecie jest magazyn Slow Life. Sama gazeta może mnie nie zachwyciła, dużo reklam i artykułów sponsorowanych, ale papier ma sztywny i idealny do cięcia:D
Jedną z rzeczy, która najbardziej odpowiada mi we wspólnym kolażowaniu, jest możliwość obejrzenia tego, co zrobiły inne dziewczyny. Na które obrazki zwróciły uwagę, na które słowa? Jak to jest, że rzuciło im się w oczy coś zupełnie innego, niż mi? I czy to kwestia przypadku, czy wręcz przeciwnie, mówi to o nas bardzo wiele?

poniedziałek, 17 lutego 2014

Wasze literki Ł i M jak marionetka

U Tores literka Ł łączy - jakie bogactwo znaczeń można tu odnaleźć!:

U Urticy - wymowna personifikacja łapczywości:

U Anek - łoś wprost z Przystanku Alaska:

U Shraddhy - tym razem mała menażeria, czyli łabędź i bzzz... (Uzupełniłam Twoją literkę A we wcześniejszym poście - przepraszam za to niedopatrzenie:)):

Na koniec - moje M na zachętę. M jak marionetka. I M jak Marylin Monroe, choć wcale tego nie planowałam. To taka przypadkowa nieprzypadkowość.

Wasze literki M linkujcie do 2 marca, do końca niedzieli:)

czwartek, 13 lutego 2014

Biurosztuka

Dzicięciem będąc oglądałam w telewizji publicznej kilkunastominutowy program "Śmieciosztuka", którego ideę tłumaczy sama nazwa. Ktoś pamięta?
Biurkowa za pomocą utensyliów biurowych uprawia natomiast biurosztukę.
:P
Oto, do czego zainspirowały mnie spinacze i zszywki:
Bazą magnesów są tekturowe kółka o średnicy jednego cala - to tak zwane rinchies. O ile inne formaty - calineczki/inchies i ich pochodne, ATC - można bez problemu wyciąć z tektury samodzielnie, o tyle z kołami to już wyższa szkoła jazdy. Dlatego wykorzystałam kupne rinchies z beermaty (z Wycinanki, ale może inne sklepy też mają je w ofercie), polecam.
Spinacze i zszywki przykleiłam za pomocy glossy accents.
Miedziane zszywki jak widać trochę skorodowały, ale ten efekt w sumie mi się podoba. Niektóre z nich wystają ponad tafle glossy i ten efekt jest z kolei zamierzony.

Zapraszam do artwizytownika, literka Ł, przypominam, że czas jest do niedzieli do końca dnia;)

wtorek, 11 lutego 2014

Szare eminencje zachwytu I

Praca biurowa może nużyć. Można sobie czasem na nią narzekać i marudzić.
Ale potem przychodzi refleksja: zaraz zaraz, gdzie biurkowa może czuć się lepiej niż w biurze?
Wystarczy się rozejrzeć i można zachwycić się szarymi biurowymi eminencjami.
Dziś spinacze.
Myśleliście kiedyś o tym, w ilu rodzajach występują spinacze? Nie mówię tu o tych stylizowanych, albo obleczonych w plastikowe skórki. Nie, chodzi mi o te najzwyczajniejsze, najpowszedniejsze, wyłącznie użytkowe metalowe. Jakie bogactwo kolorów i kształtów.
Miedź, złoto, stare złoto.
I wszystkie odcienie srebrnego.
Owalne i trójkątne.
Spinacz na dole, ten najbardziej po lewej, może zostać uznany za wzorzec z Sevres, wielkością i kształtem jest najbardziej standardowy.
(Bardzo lubię te spinacze z kuleczkami!)
Pokażę niedługo, do czego mnie zainspirowały.

środa, 5 lutego 2014

Wasze literki L i Ł jak łaskotanie

Z lekkim opóźnieniem - podsumowanie literki L:

U Shraddhy - niesamowite, ogniste, wypukłe i mediowe liście:
Shraddha przygotowała też literkę A:

U Anek - list w stylu retro, wygląda, jakby przebył daleką podróż:

U Tores - l jak lubię (i jeśli dobrze rozumiem przesłanie Autorki, to lubi ona kwiaty, wiosnę i kolor miętowy, jak i my;)):

U Urticy - lalala w jej niepowtarzalnym stylu:

No i udało się, pierwsze koty za płoty:) Bardzo dziękuję za Wasze artwizytówki!:)

To co, pora na kolejną literkę?
W ramach zachęty - ł jak łaskotanie:
Wszystkie artwizytówki robię na beermacie, tu zostawiłam jej nagi kawałek, pochlapany tylko białą akrylówką:
Fotografowaliście kiedyś piórko? Trudna sztuka...

Na literki Ł czekam do 16 lutego, do końca niedzieli. I przypominam, że do zabawy można przyłączyć się w każdym momencie:)

A dla wszystkich chętnych - wyzwaniowy banerek:

niedziela, 2 lutego 2014

CALendarz, wydanie drugie, poprawione

Miało już nie być o CALendarzu... Nie chciałabym jechać na jednym temacie do końca blogowania;), ale jednak kilka postów wstecz pisałam, że nie jestem zadowolona z połączenia kart kółkami i Gosia z 2kotów podrzuciła mi pomysł powiązania kart wstążką.
Pomysł wydał mi się wart spróbowania, ale nie do końca wiedziałam, jak rozgryźć te supełki (Gosiu, może kiedyś wytłumaczysz krok po kroku?)... I wiecie, co zrobiłam? W końcu odważyłam się spróbować koptyjskiego szycia pojedynczych kart.
I o to mi chodziło! Zobaczcie:
Przede wszystkim albumik ma niemal jednakową szerokość na całej długości, nie rozkłada się jak wachlarz i karty nie wyginają się na końcach.
Bardzo podoba mi się wygląd grzbietu - mimo, że karty były różnej grubości, ścieg ładnie zszedł się tam, gdzie było wąsko, a delikatnie rozsunął tam, gdzie do calineczki przykleiłam coś grubszego (na poniższym zdjęciu widać to mniej więcej w połowie grubości albumu po lewej stronie - tam przyklejona jest zawleczka od puszki).
Karty rozkładają się na płasko i dzięki temu wygodnie się je ogląda.
Chciałam Wam jeszcze pokazać, jak ma się rzecz ze stabilnością albumu szytego w ten sposób. Zerknijcie na poniższe zdjęcie - tak maksymalnie można rozsunąć karty, ale album położony prosto zachowuje swój kształt, nie rozjeżdża się samoistnie (zresztą można go spiąć opaską dla zabezpieczenia).
Album zszyłam woskowanym sznurkiem, ale było to podejście numer dwa. Za pierwszym razem użyłam cienkiej, trzymilimetrowej wstążeczki, ale efekt mi się nie spodobał - wstążka zwijała się jak chciała (poniższe zdjęcia robiłam późno, stąd ich pożółkłość. Nie mogłam wytrzymać do rana i musiałam pozbyć się wstążki, a zamontować sznurek jeszcze tego samego wieczoru;)).

Jeszcze na koniec ogłoszenie-przypomnienie dla wszystkich, którzy chcieli się bawić artwizytownikiem - termin był do zeszłego piątku:D Ale poczekam jeszcze do wtorku. Działać, dziewczęta, działać! Nie ma, że nie ma czasu i weny. Przyjmuję wizytówki stworzone spontanicznie i radośnie:) Nawet w 5 minut. Byle się zmobilizować!