środa, 27 lutego 2013

Kto mlaszcze dostanie w paszczę i łupy-skorupy vol. 2

Ponieważ przesyłka (uwaga, dziwne słowo) rozdawnictwowa dotarła do Kate już jakiś czas temu, mogę pokazać zawieszkę, którą wygrała.
Kto mlaszcze dostanie w paszczę - tadam:
Zawieszka-siostra, dla przypomnienia, tutaj.
No i jeszcze muszę pochwalić się lumpkowymi łupami-skorupami. Nabyłam dwa przecudnej urody kafle, które pełnią rolę obrazków - mają nawet z tyłu haczyk. Są z tej samej serii, co prezentowane w tym poście garnuszki.

Prawda, że są już wiosenne?
Nie pokazuję ich w bardziej kuchennej aranżacji, bo póki co jeszcze nigdzie nie zawisły. Od dwóch miesięcy próbujemy poszerzyć nasz inwentarz o zmywarkę i kuchnia jest przez to nieco wybebeszona - to zadziwiające, jak ciężko niektórym wykonawcom zrobić dwie szafki:O W każdym razie już nie mogę się doczekać a). zmywarki (!!!), b). kuchni, gdzie wszystko jest na swoim miejscu (czytaj: nie leży na podłodze/blacie/nie wyskakuje z szafki).
Pozdrawia Was biurkowa, która ma dość mycia naczyń.

wtorek, 19 lutego 2013

B jak błękit

Przyznam Wam, że miałam kłopot z literką B. Jakoś żadne słowo nie rzuciło mi się w oczy na tyle, bym wykrzyknęła entuzjastyczne: "tnę!".
To znaczy rzucały mi się, ale po cichu, więc cicho krzyczał do mnie "brak" i "bąbelki" (potem uśmiechałam się pod wąsem, gdy zobaczyłam je na Waszych pracach - widocznie do Was krzyczały głośniej, niż do mnie;)). Ostatecznie skończyło się na błękicie.
Czy jestem z błękitu do końca zadowolona, tego nie wiem. Ale pobawiłam się pierwszy raz maskami, akrylową pastą strukturalną i folią bąbelkową w roli stempla, i to mnie cieszy. Tutaj tę pastę (czy to to samo co gesso? ktoś wie?) widać lepiej:
A w ramach bonusu - strona tytułowa artwizytownika, czyli ABC - artystką bywam czasami. No bywam.
Zapomniałabym - tu wyzwanie:)

niedziela, 17 lutego 2013

Sto lat życzy wyluzowany hedonista

Kiedy jest się zapraszanym z dnia na dzień w odwiedziny do kogoś, kto niedawno obchodził urodziny, nie ma dużo czasu na pracę koncepcyjną nad kartką.
Wtedy trzeba liczyć albo na genialny pomysł, albo zainspirować się cudzym. Mi przypomniały się kolażowe kartki Szymborskiej:)
Tworzenie tego dziełka to była czysta przyjemność:D Powtórzę to z pewnością.
Napis podklejony na kosteczkach 3D:
Mój ulubiony zestaw: wyluzowany hedonista, piękna Rosjanka i własne grono przyjaciół:
A tu przykład życzeń światecznych, jakie Wisława Szymborska wysyłała swoim przyjaciołom:

poniedziałek, 11 lutego 2013

Fenyloetyloamina (i wyniki rozdawnictwa)

Fenyloetyloamina - do poczytania tu i tu.
Pamiętam, jak w liceum, na biologię u pana piaseczka, robiłam model serca z plasteliny - komory, przedsionki, zastawki, aorta i żyły,wszystko musiało być na swoim miejscu. Szkoda, że wtedy aparaty cyfrowe to było jakieś widmo majaczące w oddali - tyle prześwietnych dzieł nie zostało uwiecznionych (franio pamięta na pewno naszą inną wspólną anatomiczną instalację - mnogość gałek ocznych pozawieszanych w klatce, ale to było na plastykę:P).
Ale ale, do rzeczy.
Czyli do serca.
Ramka to maleństwo, ma niecałe 7x9 cm. Jak wiele przydasiów u mnie, przeleżała sporo lat, zanim doczekała się ułaskawienia:)
Sercowy obrazek wędruje na dwa wyzwania - "Praca z sercem" w UHK Gallery i "Kocham" w stempell&kartoon.
Tu trochę lepiej widać przestrzenność:

A teraz wyniki małego biurkowego rozdawnictwa.
Przede wszystkim - dziękuję Wam wszystkim, które zgłosiłyście się do zabawy. Szczególnie dziękuję tym z Was, które umieściły informację o rozdawnictwie u siebie na blogu, chociaż wcale nie był to warunek uczestnictwa. Było mi naprawdę miło, gdy zorientowałam się, że tu i tam wisi mój banerek:)
Cytat oczywiście rozszyfrowany bezbłędnie - jeżycjada Małgorzaty Musierowicz. Jedna z Was zgadła też cytat, który umieściłam na zawieszce-siostrze. No i zainspirowałyście mnie - podałyście tyle alternatywnych kuchennych rymowanek, że nic tylko siąść i tworzyć:)
And the winner is...
Kate Z! :)
Kate, gratuluję serdecznie, wyślij mi na maila (zielona kopertka w pasku bocznym) adres do wysyłki.
Nie chcę psuć Kate niespodzianki, więc zawieszkę-siostrę pokażę dopiero, gdy przesyłka dotrze do adresatki.

wtorek, 5 lutego 2013

Majty i męcząca mina

Kolejne wyzwanie łamigłówkowe w Craft Artwork - jest jeszcze kilka dni, więc zachęcam.
Do wyboru dwa słowa: najczęstszymi i współbiesiadnikami.
Pierwsze lepiej mi podeszło, więc obie prace opierają się własnie na nim.
I teraz dylemat... Którą pracę pokazać najpierw? Są tak totalnie różne, że chyba najlepiej zrobiłaby im po prostu prezentacja w osobnych postach, ale nie chcę mnożyć bytów, skoro obie powstały w jeden dzień (czy można mnie w takim razie podejrzewać o posiadanie alter ego? czy to bogactwo wewnętrzne?;)). Łączy je tylko tło, na którym zrobiłam zdjęcie.
[Myślę... myślę... postanawiam zacząć do majt].

Czy ktoś pamięta gospodarza dziergającego gacie? No to gospodarz ma już towarzysza na pocztówce:
Mnę, tnę i szyję majty

A teraz coś z zupełnie innej beczki, czyli zmęczona Mona na ATC:
Męczy mię ta mina

A tak poza tym, wyzwanie łamigłówkowe darzę tak wielkim sentymentem, że postanowiłam wszystkie prace zebrać do, pardon, kupy i można je teraz znaleźć tutaj:

Jeszcze raz zapraszam na rozdawnictwo:)

A na sam koniec - zobaczcie, jake czerwono-różowo-walentynkowe cukiereczki w scrapuj.pl:

sobota, 2 lutego 2013

Parapetówka

Trochę czasu poświęciłam na szukanie parapetówkowych inspiracji kartkowych w internecie. I co? Nic nie znalazłam. Trzeba było zdać się w tym temacie na siebie:)
Karteczka, jak widać, jest kolażowa i przypomina mi tę przeprowadzkową, którą robiłam nie tak dawno. Główną rolę grają meble wycięte z katalogu IKEA. Poza tym trochę stemplowania i szycia ręcznego, które zajęło chyba najwięcej czasu, ale nie było takie straszne, jak się obawiałam;)
No dobrze, ale wróćmy do IKEA. Poznajecie tę sofę? To beddinge. Moja miłość. I teraz liczę... Raz, dwa... ...tak na szybko kojarzę sześć osób z najbliższego otoczenia, które też ją mają. Właściwie już się nie dziwię, gdy wchodzę do czyjegoś pokoju, a tam... ta sofa:) Założę się, że ktoś z Was też ją ma:)
Katalogi IKEA pamiętam jeszcze z czasów, gdy tego skandynawskiego przybytku dizajnu w Polsce nie było (i nie, nie jestem dinozaurem). Przywoziła je sąsiadka (oczywiście w oryginalnej wersji językowej), a ja godzinami oglądałam je z mamą lub sama. Chyba zostały już wyrzucone, szkoda, chętnie wybrałabym się w podróż w czasie.
To jeszcze kilka zbliżeń - na przeszycia:
 I nastemplowane kwiaty doniczkowe:
A teraz z cyklu biurkowa radzi.
Ręczne szycie nie jest traumą, ale warto je sobie maksymalnie ułatwić.
Po pierwsze, dobrze wcześnie nakłuć papier szpikulcem. Ja robiłam to na macie, nie musiałam więc być specjalnie ostrożna. Papier skrapowy potrafi być naprawdę gruby, a już dwie jego warstwy to ciężki orzech do zgryzienia dla cienkiej igły.
Cienkiej igły, tak.
Po drugie więc, polecam szyć jak najcieńszą igłą. Ja użyłam takiej do nawlekania koralików. Dlaczego? Średnica uszka jest niewiele większa od samej igły, nie zrobi nam więc dziury wielkiej jak krater.
A jak radzić sobie z nitką? Nie polecam wiązania supełków, bo po przyklejeniu do bazy kartka nieładnie by się wybrzuszyła. Jednak trzeba te nitki jakoś ustabilizować - ja robię to przejeżdżając po nich palcem z kroplą magica, w ten sposób szybko przyklejają się do kartki. Klej na poniższym zdjęciu to ten błyszczący ślad.

Na koniec zapraszam na małe rozdawnictwo:)

A jeśli macie ochotę na więcej porad biurkowej, klik w guzik:
A tu znajdziecie kilka tutków:
:)