niedziela, 25 sierpnia 2013

Koptyjski po raz pierwszy

W ostatnim poście zapowiadałam, że będzie u mnie po koptyjsku.
Dzisiaj pokażę Wam pierwszy smasz/notes, który uszyłam tą metodą - nie było lekko, ale w sumie mam do niego ogromny sentyment!
Muszę Wam jeszcze zdradzić, że ozdabianie okładek notesów to dla mnie ogromny problem. Zawsze najchętniej zostawiłabym je w stanie surowym. Lubie taką prostotę i funkcjonalność - wiecie, nic się nie zadrze, nie odczepi, nie będzie przeszkadzało... No ale jeszcze nie pozbyłam się myślenia : "Ale jak to tak? Tak goło?..." i w sumie jakoś minimalnie w tę okładkę zaingerowałam;)

Kartonik pochodzi chyba z jakichś płatków śniadaniowych, gdzie stanowił usztywnienie dla badziewnej zapewne naklejki. Sam kartonik jest cudownie sztywny i nadaje pożądaną i porządną wypukłość:
Napis "niceday" wycięłam z koperty (to swoją drogą świetna nazwa firmy - otwierasz kopertę, a tam w środku taki pozytywny napis:)). Także, jak widzicie, recykling pełną gębą;)
Kartki w środku też recyklingowane, ale już raczej ze skrawków scrapowych papierów:
Bardzo lubię węzełki, które powstają między składkami:o)
Obiecałam, że opowiem trochę o błędach, które popełniłam przy okazji koptyjskiego debiutu...
Po pierwsze - totalnie zaszalałam z wielkością składek - ich wysokość i szerokość to wolna amerykanka, co najlepiej obrazuje poniższe zdjęcie:
Czemu to błąd, zapytacie? Wygląda fajnie i w ogóle? Otóż szyje się toto nieznośnie. Najgorsze są różnice w wysokości kartek, bo grzbiet notesu nie ma tej samej grubości na całej długości. W związku z tym ciężko naprężyć odpowiednio nić, choć jest to możliwe. Zobaczcie, jak wąsko jest przy "końcu" notesu w porównaniu z grzbietem (ale to już akurat wina różnic w szerokości kartek):
Po drugie - do szycia użyłam konopnego sznurka, a powinno się szyć czymś gładszym (odkryłam, że lepiej się do tego nadaje np. złożony podwójnie kordonek). Sznurek nie jest jednolitej grubości, poza tym wyłażą z niego paździerze. Zabawy po pachy:
Po trzecie - ucięłam za mało nici do szycia. Okazało się to przy przyszywaniu ostatniej składki (o złośliwości rzeczy martwych! znacie to?). Sytuacja do opanowania, ale fundujemy sobie w ten sposób nadprogramowe węzły. Wniosek - ciąć naprawdę dużo nici i uważać, żeby nie owinąć się nią w między czasie dookoła albo nie przywiązać do krzesła.
Wszystkie te błędy nie są tak naprawdę błędami dużego kalibru, ale fundować sobie takie utrudnienia za pierwszym razem? W sumie wyszło mi to na korzyść, od razu wskoczyłam na wyższy poziom wtajemniczenia;)
Jak wiecie - lubię zdjęcia postępów pracy, więc oto miks kartek:
Kartki poskładane i przycięte:
Kartki poukładane wielkościami (warto wiedzieć, ile czego się ma, żeby zaplanować składki w miarę symetrycznie):
I na koniec kartki złożone w składki:
(Sczepione spinaczami, żeby nie rozsypały się w oczekiwaniu na przyszycie:)
Jak widzicie - mimo, że układ kartek w notesie wygląda przypadkowo (bo ma sprawiać takie wrażenie:D), w rzeczywistości jest przemyślaną konstrukcją.
Do następnego!:)
Aha, ten notes, jak i poprzedni, ma wymiary ok. 10x15 cm.

A na koniec jeszcze małe pytanie: wiecie może, czemu blogger nie wyśrodkowuje porządnie zdjęć? Spójrzcie na różnicę w szerokości  marginesu między pierwszym a drugim i następnymi zdjęciami. Są bardziej odsunięte na lewo. Denerwuje mnie to:P

13 komentarzy:

  1. Przepiękna okładka! Idealnie Toresowa :) Jeśli chodzi o okładki notesów to mam takie samo podejście, że musi być płasko i pancernie, no ale coś jednak warto byłoby nakleić... ;)
    Podziwiam szycie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka niewola twórcza z tym ozdabianiem okładek;) :P

      Usuń
  2. Nie martw się, jeszcze rok albo dwa i Nelcia wejdzie w fazę fascynacji naklejkami. Wtedy na wszystkich swoich pracach będziesz mieć przylepione obrazki Hello Kitty albo Księżniczek Disneya. Ja już przez to przechodziłam z Małą Mi. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, byle nie Halo Kitka, jest przerażająca. Ale księżniczki mogą być. Np. księżniczka na środku okładki i problem z głowy:D

      Usuń
  3. o mamuniu, ale cudny! coś Ty, jakie błędy, jakie pomyłki? jest IDEALNY!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Rumienię się wewnętrznie.

      Usuń
  4. Ja w sprawie bloggera: czy przypadkiem to pierwsze zdjęcie nie podłączyło Ci się do tekstu, który u Ciebie jest chyba dosunięty do lewego marginesu? Ja też walczę czasem z takimi bloggerowymi "kwiatkami" i to mi przyszło do głowy.

    Pozdrawiam,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, to chyba jednak nie to... Próbowałam powstawiać puste wiersze między tekst a zdjęcia i też się nie wyśrodkowały. Chyba, że coś robię źle;) W każdym razie dzięki za pomysł.

      Usuń
  5. Eee tam, zaraz błędy, po prostu dyskretny urok manufaktury:) Kiedyś podobnym sznurkiem obtarłam sobie palce.
    Powinnaś dostać nagrodę od firmy śmieciowej za wtórne wykorzystanie surowców;)
    marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyskretny urok manufaktury - ta wersja bardzo mi się podoba:D

      Usuń
  6. Chciałam dodać, że sam wytwór bardzo mi się podoba i ładnie przedstawiłaś proces twórczy;)
    marysia

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajnie wyszło :) W tym cały urok, żeby tu było wąsko, tam szerzej i żeby były węzełki :) Podoba mi się ta różnorodność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Ostatnio jednak ciągnie mnie do równych, proporcjonalnych form, ale to pewnie chwilowe;)

      Usuń