poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Emocje fruwające

Moje kolejne dwie artwizytownikowe literki są różne jak ogień i woda, chociaż obie powstały w czasie wczorajszej wieczornej nasiadówy nad biurkiem. Kiedyś już stwierdziłam, że to objaw kreatywności, nie schizofrenii, więc dziś tylko się powtórzę;) Zresztą te dwie prace są jeszcze bardziej różne niż tamte. Chyba.

E jak emocje, w dodatku emocje kobiet:
Czy Wy też tak macie, że jak przyczepi się do Was jakiś element, dajmy na to nitka, to macie ochotę wciskać go do każdej pracy?
Jak widzicie - nitka wystąpiła dziecku na twarz i wygląda jak żyły u kulturysty, który właśnie poderwał 150 kilo. Pewnie gdybym podkleiła obrazek na jakimś kartoniku, uniknęłabym tego efektu, ale tak jest przynajmniej dodatkowy dramatyzm;)

F jest za to frywolne i figlarne:
Coś ostatnio zapożyczam sobie dzieła wielkich mistrzów;)
Tu troszkę lepiej widać obłoczki - to maska, przez którą pomaziałam białą farbą akrylową. Potem obrysowałam je cienkopisem i trochę podcieniowałam akwarelką:

4 komentarze:

  1. oj mamy tak, zwłaszcza z nitką, ale z tymi żyłami to wymyśliłaś, posmarkałam się ze śmiechu. ale jest jedno do czego można się przyczepić - nie ma zbliżenia fruwającego elementu, może i tam jakieś żyły by się znalazły :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ponoć w XIX wieku panie odwiedzające Florencję wpadały w histerię kobiecą na widok posągu przystojnego Davida. Tak więc te dwie kartki jak najbardziej tworzą logiczną całość: oziębłe, marmurowe ciacho i oglądające go podekscytowane kobiety. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też od razu zauważyłam tą nitkę pod twarzą. Dziewczynka wygląda przez to jakby właśnie miała eksplodować :)

    OdpowiedzUsuń