niedziela, 28 października 2012

Dźwiękonaśladownictwo: cwaniak z Woli i nocnik

Pocztówka i ATC na łamigłówkowe wyzwanie w CA vol. 2.
Cwaniak z Woli cię kiwa! Co prawda z warszawskimi cwaniakami kojarzy mi się raczej Praga, ale może na Woli też jacyś są? Niech mnie jakiś warszawofil oświeci:)
I jeszcze proszę zwrócić uwagę na elegancko obszyte cwaniacze spodnie:
No i jeszcze nocnik i mina pełna cierpienia:
Świnię do nocnika - taka dola. Nocnik aż popękał z wysiłku;)
Zima, panie, nadeszła... Ciężko robić zdjęcia, oj ciężko, ale za to kaloryfery grzeją i crackle accents szybciej schnie:)
Teraz uwaga z serii "Czego to ci Amerykanie nie wymyślą". Otóż przy okazji szukania nocnikowego obrazeczka trafiłam na stronę, gdzie można kupić "potty cards" - kartki okolicznościowe z okazji zdobycia przez dziecię nowej umiejętności skupiania się poza pieluchę. Zonk.
Karteczki raczej nieciekawe, ale ta wprawiła mnie w prawdziwe osłupienie:
Źródło obrazka:
http://www.zazzle.co.uk/potty+cards
Jestem bardzo ciekawa: co sądzicie o kartkach z takich okazji? ;)

czwartek, 18 października 2012

Zaproszenia chrzcielne

Miały być proste, oryginalne i kojarzyć się z sakramentem, którego dotyczą.
Powstało ich 15, ale zdjęcia grupowego nie mają:)
Na tym zdjęciu dobrze widać, że jeden z papierów bazowych ma ciekawą fakturę, nazwałabym ją fusowo-herbacianą:
I jeszcze kawałek środka - czcionka ta sama, co na zewnątrz:
:)

środa, 10 października 2012

Dyniowy

Mój ulubiony kolor (przynajmniej dziś;)) to dyniowy. Kojarzy mi się bardzo jesiennie.
Wczoraj odwiedziła mnie Franio - nad talerzem zupy kalafiorowej od mamy zwierzałam się jej, że dawno nic nie ugotowałam, a pod parapetem leżała dynia.
I jakoś tak niespodziewanie udało mi się zmobilizować...

Zobaczcie - czy środek dyni nie przypomina Wam jamochłona?
A zewnętrze - ropuszej skóry?
Dyniowy kolor w mojej kuchni ma nie tylko dynia - jest tez magnesik kupiony rok temu... na festiwalu dyni właśnie:)
Może macie apetyt na dyniową zupę-krem?
W takim razie dzielę się przepisem (oczywiście przeczytałam kilkanaście i skompilowałam w jeden, najprostszy - odpadły na przykład te, w których dynię trzeba wcześniej upiec - to nie dla kuchennych leniwców).

1 kg dyni, 4 większe ziemniory, 1 cebulę kroimy w kostkę. W garnku na rozgrzanej oliwie najpierw przez 15 minut dusimy ziemniaki z cebulą (trzeba uważać, żeby się nie przysmażyły i podlewać w razie czego odrobinką wody), po czym dodajemy dynię i dusimy kolejne 10 minut. Zalewamy litrem bulionu (przyznaję się ze wstydem - dałam z kostki) i gotujemy do miękkości - u mnie jakoś 20 minut. Zdejmujemy z ognia i rozdrabniamy blenderem. Ponieważ wolę ostre smaki, oprócz soli i pieprzu doprawiłam zupę łyżeczką curry i chili - dałam dosłownie szczyptę i to zadziwiające, jak taka ilość zaostrzyła smak gara zupy :0 Z przepisu wyszło mi ok. 2,5 litra kremu.

A teraz coś dla kuchennych laików, którzy nie wiedzą, jak i ja nie wiedziałam, ile dyni kupić. Otóż ja kupiłam chyba najmniejszą dostępną, która ważyła 2,5 kg. Po obraniu (trwało to straaasznie dłuuugo... jak szybko obrać dynię?!), usunięciu ogonka i skórki, zostały mi prawie 2 kg. Pokrojoną w kosteczkę dynię podzieliłam na pół i ten zbędny kilogram zamroziłam:)

Na koniec - wszystkim z Wrocławia i z okolic polecam Dolnośląski Festiwal Dyni w tę niedzielę (14.10) - byłam w zeszłym roku i nie żałuję. Ogród Botaniczny o tej porze roku piękny, niesamowity i inny. Dynie fantastyczne. Poza tym można się obkupić w miody prosto z pasieki i inne ekologiczne specjały. Wzięłam sobie plakat, żeby Wam pokazać, mam nadzieję, że tak można:P
I na koniec migawki z zeszłego roku:
Pozdrawiam dyniowo i jesiennie, smacznego życząc!

sobota, 6 października 2012

Wróg kpi, drwi i gardzi?

Trzecia praca, już ostatnia, na pięćdziesięciogroszówkowe wyzwanie w CA.
Pierwszy raz pobawiłam się w transferowanie - można powiedzieć, że okoliczności mnie do tego zmusiły. A może zmobilizowały? W każdym razie zepsuła mi się atramentowa drukarka, a w punktach - wiadomo - drukują na laserze. Wróciłam więc z tym laserowym wydrukiem i już nie miałam wymówki, że nie ma jak;)
Wrażenia:
1). To prostsze, niż myślałam. Skorzystałam z tego kursiku w Collage Cafe, dziękuję:)
2). Tak sobie myślę, że na pierwszy rzut oka transfer na papierze niewiele różni się od wydruku ("To po co ja się tak męczyłam?"), następnym razem spróbuję na materii, której nie da się włożyć do drukarki - sklejka może?
Jak widać, zostawiłam na pocztówce jeden róg białej kartki - tak na pamiątkę;) Miała być cała ramka, ale rozpędziłam się ze ścieraniem.
Z mediów, poza transferem, jest jeszcze chlapanie farbką plakatową za pomocą szczoteczki do zębów:)
Na koniec - na tle kartki z listą wyrazów:
Dziękuję za to prześwietne łamigłówkosłowne wyzwanie! Głowa sama pracowała i niemal poza świadomością wymyślała nowe kombinacje;) Poza tym z przyjemnością oglądałam Wasze prace, nawet jeśli nie wszędzie zostawiłam komentarz.
Może będzie wyzwanie z nowym wyrazem? Proooszę... :)

czwartek, 4 października 2012

Rozkosz sędziego

Na to samo wyzwanie, co w poprzednim poście.
Tym razem ułożyło mi się: Rozkosz sędziego - karcić i grozić.
Format pocztówkowy, prawie 10x15 cm.
Proponuję kartkę jako prezent dla kogoś, kto właśnie jest na aplikacji, lub przynajmniej jest magistrem prawa (jest jakaś szansa, że się nie obrazi;)).
Kartka jest monochromatyczna, tylko czerń i biel (OK, stal w dodatkach). Tym razem powstrzymałam się przed użyciem glossy accents, chociaż korciło mnie, żeby pomaziać młotek sędziowski:)
Foto sędziego podklejone jest gazetą i proszę, jak mi się ładnie tematy zeszły:
 A że wyzwanie jest moim zdaniem humorystyczne, najlepsze zostawiłam na deser...
Jakoś nie mogę się zdecydować, czy przykleić te oczka na stałe. Nadają sędziemu wyraz szalonego mopsa:)
Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem:)

wtorek, 2 października 2012

Pięćdziesięciogroszówka: gospodarz dziarsko dzierga gacie

Ach, kolejne cudne wyzwanie w Craft Artwork - łamigłówka słowna.
Zabawa polega na tym, żeby w jednym długim słowie znaleźć jak najwięcej wyrazów, przestawiając literki. Takie scrabble;) Bawiłam się w to z mamą i miałyśmy dodatkową regułę - rzeczowniki miały być w mianowniku, a czasowniki w bezokoliczniku.
Oto mój gospodarz, dziarsko dziergający gacie:
Format: ATC. I zbliżenie na gacie, tfu, na robótkę i motek pokryte glossy accents:
A jeśli ktos jeszcze uważa, że dzierganie jest niemęskie - oto dziergający gladiator i do tego piękny umysł:
(Chciałam tylko dodać, że nie, nie zbieram zdjęć Russela Crowe'a, na to trafiłam w sieci przypadkowo:)).