piątek, 28 września 2012

Co wie wiórka?

Wiórka wie, że już jesień.
Calineczka powstała na jesienne wyzwanie w Craft Artwork.
Rysunek pokryłam glossy i crackle accents, preparaty łączą się w okolicach tułowiowo-ogonowych - widać, że spękania są w tym miejscu zmienione, trochę zbielały. Taki eksperyment chemiczny mi wyszedł;)
A tu preparaty przed wyschnięciem - glossy niebieskawo-mleczne, crackle czyste i przejrzyste:
Fotografowanie i pisanie notki zajęło mi chyba więcej czasu, niż samo stworzenie wiewiórczego inchies;)
Jesienne pozdrowienia!

poniedziałek, 24 września 2012

Piórnikowe przydasie

Jakiś czas temu pokazywałam piórnik, który sobie sprawiłam. Największa korzyść z posiadania tak dużego piórnika to fakt, że Wszystkie Potrzebne Rzeczy zawsze są pod ręką. Dziś wpis z gatunku "pokaż kotku, co masz w środku". Miłego oglądania, może coś Was zainspiruje:)
1 - nożyczki. Warto zainwestować w coś z wyższej półki - nie zliczę, ile kupiłam kompletów "3 sztuki za 5 zł", rdzewiały w miesiąc:) Te nożyczki są firmy Westcott i bardzo je sobie chwalę. Koszt ok. 20 zł za sztukę. Na opakowaniu miały informację o 25-letniej gwarancji (więc za 24 lata w razie czego udam się do Empiku, gdzie je kupiłam i dam wam znać, czy została uwzględniona;)).
2 - nożyk do papieru (firmy Maped). Mam go od wieeelu lat, może siedmiu? Zakupiłam wraz z kompletem 10 ostrzy. Nie rozchwiał się przez ten czas, choć używam go przy każdej pracy ręcznej.
3 - nożyk obrotowy, do detali. Odkąd mam małe nożyczki precyzyjne (patrz nr 1) używam go rzadko, najczęściej, gdy muszę wyciąć coś ze środka arkusza i wtedy jest niezastąpiony.
4 - kredka czeskiej marki KOH-I-NOOR z serii "Gioconda" - kolor nr 8802, red chalk. Dostałam ją od Frania kilka ładnych lat temu. Jest dość miękka i używam jej do znaczenia materiału i filcu. (Franio chyba myślała, że będę szkicować/rysować, ale nie wykazuję w tym kierunku tyle talentu, co ona).
5 - ołówek automatyczny (Rotring), jego podstawowa zaleta to to, że zawsze jest ostry:) Mój egzemplarz jest, jak sądzę, niezniszczalny - mam go już ponad 10 lat i wcale nie stosuję markowych rysików;)
6 - gumka w długopisie, prezent od brata. Jak ja lubię dostawać takie gadżety! Doskonała do wycierania detali.
7 - ołówek z gumką, która służy mi do stemplowania (patrz zdjęcie poniżej - widać ślady tuszu).
8 - gumki do mazania (co tu więcej pisać?).
9 - temperówka (w kwestii komentarza - jak wyżej).
10 - zwykłe pędzelki z zestawów typu "10 za 5 zł". Dobre do zmiatania z pracy resztek gumki, pudru do embossingu i innych niechcianych paproszków.
11 - pędzelki-mercedesy;) Oprócz tego, że mają uroczy liliowy kolor, są świetnej jakości. Firma to TO-DO i jeśli wierzyć nadrukowi, zostały wyprodukowane ręcznie w Niemczech. Cena nie jest zawrotna - kilka zł za sztukę (kręci się w głowie dopiero przy kupowaniu całego kompletu;)). Mam trzy rozmiary - zerowy, idealny do szczegółów, nr 6 - do małych powierzchni (włosie ma szerokość 7 mm) i nr 18 - idealny do mojego para-dekupażu, nakładam nim klej, farbę, lakier, dosłownie wszystko;) (tu szerokość włosia to 20 mm). Te trzy pędzelki wystarczają mi do wszystkiego.
12 - mała nakrętka od słoika po koncentracie pomidorowym. Zawsze jest pod ręką, gdy trzeba wymieszać farbę albo klej.
Pędzelek nr 0 ma w zestawie osłonkę z gumowej rurki - proste, a genialne, bo włoski nie zaginają się i nie strzępią.
13 - zestaw pęset marki Top Tool za jedyne 5 zł:) Może końcówki nie stykają idealnie, ale to nie chirurgia czy elektronika, tylko scrapowanie;) Są naprawdę przydatne, gdy trzeba zatopić w glossy accents jakiś drobny element albo przenieść poklejowaną wycinankę bez brudzenia paluchów.
14 - dłutka kulkowe do embossingu, mi służą do bigowania papieru. Niestety, od jednego tuż po zakupie odpadła kulka:/ Także trzeba uważać.
15 - uwaga, szał - to różowe coś to łopatka od kremu do depilacji, a służy mi jako kość do papieru. Wygładzam nią zgięcia, żeby oszczędzić paznokcie. Jest z miękkiego plastiku, więc trochę się odkształca, ale... prowizorka trwa najdłużej.
16 - igła do przedziurawiania i przetykania - igła do strzykawki ma tę przewagę nad zwykłą krawiecką, że można ją bezpiecznie zamknąć.
17 - ustrojstwo do rozpruwania i dziurawienia również, zwane u nas w rodzinie Kubą Rozpruwaczem.
18 - cyrkiel.
19 - szczoteczka do zębów do uzyskiwania ciekawych faktur i deseni.
20 - patyczki higieniczne są mi nieodzowne w awaryjnych sytuacjach, kiedy trzeba zetrzeć nadmiar farby albo kleju. Albo czegoś innego:)
21 - zapalniczka do przytapiania końcówek tasiemek, żeby się nie strzępiły.

Uff, to tyle:)

piątek, 21 września 2012

Cacko

Pamiętacie, jak w dzieciństwie wygrzebywało się w ziemi dołek, wkładało tam różne śmieciuszki, kapsle, kwiatki i przykrywało to wszystko kawałkiem szkiełka ze stłuczonej butelki? U nas mówiło się na to cacko albo sekret:)
No i właśnie z tym tworem dziecięcej fantazji kojarzy mi się kapsel, który zrobiłam na to wyzwanie w CA.
W glossy accents zatopiłam guzik, koraliki i wycinankę z papieru - to ta żółta plama; trudno się teraz dopatrzeć, ale jest to parasolka:) Nie przewidziałam, że gruba warstwa glossy będzie tak długo zastygać... Po całej nocy nie wyglądało to lepiej, niż wieczorem, a że nie miałam cierpliwości czekać, podgrzałam całość w piekarniku - po pół godzinie w 75 stopniach było lepiej, ale jeszcze ciągle dosycha...
Kapsel miałam w domu jeden, zostawiony tylko ze względu na ładny tył...
...który teraz i tak jest niewidoczny, bo przykleiłam do niego magnes. Wisi sobie na lodówce:
Jak dobrze, że istnieją małe formy i Craft Artwork z wyzwaniami! Gdyby nie to, pewnie nie zmobilizowałabym się do twórczości:)
A propos jeszcze kapsli i klimatów podwórkowych - w dzieciństwie mój brat i kuzyn robili z kapsli drużyny piłkarskie, wklejali do środka namalowane flamastrami flagi:) Wiwat pomysłowość i młodociane prace ręczne! Wiwat recykling, o którym wtedy nikt nie myślał!