wtorek, 10 lipca 2012

Frużelina, galaretki, etykietki

Robienie przetworów jest prawie tak samo przyjemne jak robienie etykietek:)
Galaretkę porzeczkową zrobiłam według tego przepisu. W garnku wylądował prawie kilogram porzeczek, w połączeniu z odrobiną wody i nieco większą odrobiną cukru powstało pięć niewielkich słoiczków:
Miłości do słoiczków w różnych kształtach i ręcznie robionych etykietek dałam już wyraz przy okazji posta o miodzie. Przez całą jesień, zimę i wiosnę zbierałam szkło, teraz przyszła pora, by je wykorzystać:)
Oprócz galaretki powstała frużelina, chodziła za mną, odkąd przeczytałam post Mamy Dzikuska. U niej jest frużelina czereśniowa, u mnie - wiśniowa, przepis na przykład tutaj. Frużelina kojarzy mi się z wakacjami nad morzem i goframi.
 Etykietki wydrukowałam na drukarce, dołożyłam stempelki, nity i sznureczki:
Tu widok warsztatu pracy:
Przepis:
I kilka zbliżeń:
Oraz gotowa galaretka (wyszła przepyszna! balans między kwaśnością a słodkością jest idealny):
Pozdrawiam:)

6 komentarzy:

  1. o matko!! takie drzemy to od razu 100% więcej smaku

    OdpowiedzUsuń
  2. Potwierdzamy i urodę i smak!!!:) Tu powinno być więcej wpisów, ale chyba inni zajęci są robieniem przetworów;)
    Marysia z Koleżanką

    OdpowiedzUsuń
  3. Te słoiczki są przesłodkie! :)
    Okropnie się mi podobają! Niczym z babcinej spiżarni! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne! Z doświadczenia wiem, że zrobienie etykietek jest czasem prawie tak pracochłonne, jak wypełnienie słoików :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja już również nadrobiłam i z wiśniową frużeliną :) To w końcu moja ulubiona :)
    Piękne te Twoje przetwory! Aż szkoda otwierać :) I bardzo, bardzo podoba mi się pomysł z etykietkami na sznureczkach! I to jeszcze takich sznureczkach! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. fantastycznie to wszystko wygląda - i apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń