niedziela, 31 lipca 2011

Ahoj, przygodo!

A oto odpowiedź na zagadkę z poprzedniego posta: w opakowaniu ze starej mapy krył się album podróżny, który zrobiłam dla Frania. Franio, wnioskując po minie, od razu domyśliła się, co dostała, no i nawet była zadowolona;)
Dodam jeszcze, że to mój pierwszy prawdziwy scrapowy album. (Jako zbieracz z natury, pamiątki, zdjęcia i wspomnienia gromadziłam zawsze, ale forma była jednak mniej albumowa, a bardziej kronikarska).
Tag zrobiłam z metki od spodni. Żeby go ozdobić, pocięłam stary słownik wyrazów bliskoznacznych. Myślę, że nie jest to wielka profanacja, jak by nie było, nadałam mu nowe życie. Jest w nim jeszcze duuużo haseł, więc czeka go dłuuuga przyszłość.
Teraz chwila materiałoznawstwa: wykorzystałam mniej więcej tyle samo elementów gotowych, co recyklingowanych. Klisza to efekt uboczny dawnych problemów z aparatem: musiałam go otworzyć, film się prześwietlił, wyjęłam więc całą rolkę i odłożyłam do przydasi. W końcu doczekała się swoich pięciu minut:) Kartki z kalendarza z cytatami zbieram od kilku lat (nie wszystkie, oczywiście, wybrane) - są inspirujące.
Mapy pochodzą z gazet. Znaki drogowe - znalezione w sieci i wydrukowane. Szary papier - z przeróżnych opakowań. Przy okazji, czy zauważyliście, w ilu wariantach występuje zwykły pakowy papier? Prążkowany, gładki, chropowaty,  w odcieniach bardziej brązowych i bardziej szarych, gruby i sztywny albo całkiem cieniutki... Można go wykorzystać na mnóstwo sposobów, ale przy bardziej zaawansowanych pracach lepiej wcześniej przetestować, czy dany egzemplarz nadaje się do specjalistycznego zastosowania (żeby na przykład nie okazało się, że na drugi dzień nastemplowany element rozpłynie się i wyblaknie - miałam taką sytuację).
Jak widać, album jest dość eklektyczny. Nie chciałam ograniczać się do jednego stylu, a łączenie pozornie różnych bajek było przyjemnym wyzwaniem.
Album ujawnia też moją słabość do cytatów:)
Na koniec jeszcze kilka zbliżeń na szczegóły:
Gorąco dziękuję za uwagę, szczególnie tym, którzy przeczytali cały wpis:)
Dobrego tygodnia!

Welcome, adventure! This is my first true scrap album. I made it for my friend – she is traveling quite a lot, nearer and further, so she liked it:) Images (binoculars, magnifying glass, travel bag, road signs) I found in the Internet and printed. I used few non-scrapbooking and recycled elements – for example brown wrapping paper, real maps and sheets from daily date wall calendar. This calendar has different quote for every day written in Polish and English. Quotes come from Life’s Little Instruction Book by H. Jackson Brown – as You can see it’s popular not only in the USA. I also cut dictionary of synonyms. It is strange feeling to cut a book, but I made it for art;) 
All scrap papers were made in Poland:)

sobota, 30 lipca 2011

Filmowa para

Co sądzicie o kartkach ślubnych w koronkach, bielach, kwiatkach, gołąbkach, wstążeczkach? Nie, nie mam nic przeciwko nim, to ślubna klasyka. Ale czasem chciałoby się czegoś nietypowego. Innych kolorów, innego stylu z jednoczesną łatwością rozpoznania, że to właśnie kartka z okazji zawarcia małżeństwa.
Jak łatwo się domyślić, para, dla której zrobiłam tę kartkę, lubi film z hobbitem w roli głównej:) Robiło się ją bardzo przyjemnie, zwłaszcza że lubię bawić się w programach graficznych - tu trzeba było wyciąć parę ze zdjęcia (korzystam z Gimpa) i wkleić ją w plakat. Sam plakat też pewnie dało by się zrobić w Gimpie (a jeszcze lepiej w jakimś programie typograficznym, ale tu mało dobrych i darmowych jednocześnie), ja jednak skorzystałam z gotowca. Polecam wam edytor posterów filmowych on line, dobra zabawa gwarantowana:)
Kartka jest dość spora - ma mniej więcej 15 na 17 cm.
A na koniec mała zapowiedzio-zagadka: co może być zapakowane w ten sposób?
Pa pa:)


Love like in the movie! I made this wedding card for couple, who loves The Lord of The Rings (OK, she loves it;)). I didn’t want another white and gold wedding card, so I decided to make movie poster with newly weds – I hope that this is just a little original idea:)

czwartek, 28 lipca 2011

Święto Papieru w Dusznikach Zdroju

W miniony łikend w Dusznikach odbyła się 11. edycja Święta Papieru. Veni, vidi, vici:) Myślę, że taka impreza zainteresowałaby każdego, kto z pracuje z papierem, ja w każdym razie czułam się tam jak ryba w wodzie:) Od razu więc uprzedzam, że będzie długo.
Już samo Muzeum Papiernictwa to temat na osobną notkę. Jest w nim mnóstwo ciekawych i nieco... niecodziennych sprzętów, na przykład egutery – wałki do produkcji papieru z filigranami na maszynie płaskositowej, fotometryczny miernik białości i intensywności zabarwienia papieru albo torsjometr do badania odporności papieru na skręcanie. Fajne nazwy, prawda?:) W muzeum, które mieści się w dwnym młynie papierniczym, można poznać całą historię papieru i liznąć nieco drukarstwa albo technik graficznych.
Na zewnątrz ulokowało się mnóstwo stoisk - z pokazami, miniwarsztatami, rękodziełem, ekologicznym jedzeniem i produktami regionalnymi.
Papier wyczerpać można było sobie własnoręcznie i całkiem darmowo, co wyglądało mniej więcej tak:
(Przepraszam za brak polskich czcionek, to wina Picassy:))
Po ręcznym odciśnięciu wody z papieru, pan wkładał kartki do specjalnej prasy, która wyżynała je już ostatecznie. Gotowa kartka prezentuje się następująco:
Jak widać, kartka po lewej jest bardzo wyczerpana:) W domu, bez specjalnych narzędzi, niestety trudno uzyskać tak dobry efekt, ale już myślę nad ramką do sitka...
A oto tajemnica płatków w papierze czerpanym - nie trzeba wcale suszyć kwiatków!
Bardzo, bardzo ciekawe było też stoisko drukarsko-pieczęciowe, pracownia odtworzona była tak, by jak najwierniej przypominać czasy Gutenberga. Pan Tadeusz sam zrekonstruował gutenbergowską maszynę drukarską i jest to ponoć najlepsza rekonstrukcja, jak w ogóle powstała.
(Zdjęcia są takie czerwone przez namiot:))
Na powyższym zdjęciu widać, jak pan Tadeusz najpierw smaruje matrycę czarnym tuszem, a potem wygniata wzór na kartce za pomocą tak zwanego pieska (nazwa wzięła się stąd, że kiedyś, niestety, robiono to narzędzie z psiej skóry).
A teraz coś, co tygryski lubią najbardziej - pieczątki!
Kolekcja pieczątek imponująca, są tam znaki carskiej cenzury i faksymile Napoleona Bonapartego.
Pan Tadeusz to pasjonat i erudyta, opowiadał bardzo interesujące rzeczy. Czy wiecie na przykład, że pełny skład papieru, z którego robi się dolary (w 90% bawełna) znają tylko dwie osoby w USA? I podobno lepiej nie dociekać, co tam jest, bo zainteresują się nami służby bezpieczeństwa wewnętrznego;)
Niebawem wrzucę jeszcze kilka zdjęć ze Święta i będzie to coś naprawdę ciekawego:)
Nadmienię jeszcze, że same Duszniki warte są zobaczenia. Swoje wątłe zdrowie leczył tam sam monsieur Chopin.

At last weekend I went to Duszniki Zdroj (it’s small, green and very beautiful health resort in southwest Poland) to Museum of Papermaking, which is located in the 17th century paper mill. The permanent exhibitions presents history of paper and papermaking in the whole World. At this Saturday and Sunday there was a big event – Paper Festival with free tour, workshops of papermaking, demonstration of graphic techniques. There was plenty of stalls (with handicraft, regional and ecological products, food...), where I met real fans of paper and things connected with paper:) The most interesting conversation I had with man, who reconstructed the Gutenberg’s printing press. Did You know, that the world’s best replica of this press is made by Pole?:) Ha also has many, many stamps (replicas of historical seals, for example signature of Napoleon Bonaparte). We like stamps very much:)

środa, 27 lipca 2011

Lato w paski

Ponownie kartka imieninowa - tym razem dla przedstawicielki płci pięknej:) Miała być wesoła i letnia, ale nie pstrokata. Papier bazowy to "chusta babci stasi" z kolekcji "ulica ptasia" - jest piękny sam w sobie i według mnie dość trudny do zagospodarowania tak, by ani nie dominował, ani nie ginął. W każdym razie kombinowałam trochę z kompozycją:)
Jak widać, imię i datę wykaligrafowałam samodzielnie:) I powiem, że nie jest to takie proste - w każdym razie to, co miało być wersją ostateczną, zostało odrzucone, a na kartce wylądowało to, co pisałam próbnie i "na brudno". Wspomagam się książką "Przewodnik dla początkujących. Kaligrafia". Kupiłam ją za 19,50 (myślę, że cena do przejścia jak na wydawnictwa tego typu), widziałam podobne poradniki w tanich książkach. Atrament mam zwykły - jak do pióra, a stalówki też w wersji ekonomicznej (trochę więc drapią papier).
Kwiatek ma płatki z papieru do ksero w trzech odcieniach czerwieni. Polecam kolorowy papier do ksero - jest tani, ok. 20 groszy za kartkę, poza tym ma odpowiednia gramaturę - łatwo wyciąć, łatwo wywinąć płatki. No i występuje w naprawdę wielu odcieniach - może nie w obrębie jednej marki, ale gdyby porównać ze sobą czerwienie kilku różnych producentów... Brzegi kwiatka lekko potuszowane.
Lato nas nie rozpieszcza, mam więc nadzieję, że ta kartka przyniesie trochę słońca:)

Summer and stripes:) This pattern and warm colours remind me of deckchairs and lazy days on the beach:) Background paper is called “Grandma kerchief”, so it also reminds me of country and traditional costumes.
I wrote the text with my own hands. Calligraphy isn’t easiest thing to do...;)

wtorek, 26 lipca 2011

Piotrowa

Tym razem, dla odmiany, kartka skończona:) Powstała na imieniny Piotra, które były już dawno (Piotrek dostał ją na czas, ale była to era przedblogowa).
Kartka jest dość prosta i ascetyczna - miała być po prostu męska.
Papiery to w większości (poza brązową kratką) polska produkcja. Literki to naklejki kupione... ho ho albo jeszcze dawniej (jeśli dobrze pamiętam, nie miałam jeszcze matury;)) na wyprzedaży za zawrotną kwotę 50 groszy. Kwadraty podkleiłam na kartonie (recyklingowanym) i postarzyłam na brzegach papierem ściernym, co lepiej widać tu:

Na zdjęciu widać też dobrze fakturę papieru, z którego zrobiony jest prostokąt – część bazy. Te czarne włókna "robią" całość, a jest to papier ze zwykłego sklepu plastycznego.
Kartka w moim ulubionym (i jakże ekonomicznym;)) formacie A6.

This card was made for Peter’s name-day. I wanted it to be simple, ascetic, just masculine. This is why the colours are so restrained. Shades of brown and grey are one of my favorite colour pallet, it’s so relaxing to work with them.

Card didn’t need a lot of  embellishments, two golden eyelets was enough. Real men don’t wear a jewellery;)

czwartek, 21 lipca 2011

Elementarna kompozycja

Ile kompozycji można stworzyć z siedmiu różnych papierowych elementów?  Nie, nie jest to zadanie z kombinatoryki:)
Z balonową kartką było tak: postemplowałam, pokolorowałam, powycinałam elementy i... No właśnie, czy pierwszy układ na pewno jest najlepszy? Może by tak trochę pokombinować?
Sprawa skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy do pierwszych elementów dodałam kolejne: dziurkaczową drobnicę, wstążki, miejsce na napis... Kombinacji zrobiło się więcej (pytanie tylko, czy wszystkie udane).
Kartka ciągle jest, ekhm, w rozsypce i czeka, aż zdecyduję się na którąś z wersji (albo wymyślę nową).
Polecam zabawę, ćwiczy kreatywność:)
Pa pa:)

OK, I made a decision: it’s a good time to start writing in English. I will do my best, but I can’t promise anything;) It won’t be a literal translation of Polish text. I hope to be understandable and a little bit international:) 
First of all – “biurkowa” is an adjective of “biurko”, which means “a desk”:) 
Card (or rather cards)above reminds me about summer and vacation. I like motif of balloons, it’s connected with flying, freedom, dreaming. 
While I was making this card, I played with elements. I haven’t finished it since today – I can’t tell, which version is the best. But It was very nice practice of composition and creativity. 
Smiles for You:)

środa, 20 lipca 2011

Trzy, dwa, jeden, zero... start!

Startuję. A jak start, to może coś latającego? Teraz tylko mała zajawka tego, co pojawi się wkrótce (mam nadzieję, że wygląda to na tyle intrygująco, by zachęcić do oczekiwania na następny post).


Pozdrawiam i do przeczytania,
biurkowa